sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział 5 Atak



Rozdział dedykuję Gabsone nene z http://nowa-w-hogwarcie.blogspot.com/ za bardzo szczere komentarze, które mogą mi pomóc przy poprawianiu poprzednich rozdziałów oraz pisaniu kolejnych.


Rozdział 5
„Atak”


Vanessa obudziła się dość późno. Dzień wcześniej rano wstała i siedziała, plotkując cały dzień z koleżankami. Wieczorem nie mogła zasnąć i tylko leżała na łóżku. Po jakimś czasie wypiła Eliksir Słodkiego Snu i udało jej się w końcu odpocząć. Dzięki jej perfekcji w ważeniu eliksirów znakomicie się wyspała. Dziewczyna rozejrzała się po pokoju i stwierdziła, że jej koleżanek nie było. Niespecjalnie się tym przejęła i machnięciem różdżki zmieniła swój strój. Było dość ciepło, ale nie gorąco, z czego się bardzo cieszyła. Stwierdziła, że i tak nie zdąży już na śniadanie, bo kolejną lekcją było zastępstwo i zamiast transmutacji mieli zielarstwo w oddalonej od zamku szklarni, więc wezwała Ikę, aby dała jej coś do zjedzenia, a później kazała się Shiarze uczesać. Ta zrobiła jej kłosa, który idealnie pasował do białej jedwabnej bluzki i cienkiego zielonego sweterka oraz krótkich jeansowych spodenek.
W tym czasie Ika przyniosła jej herbatę i sałatkę owocową, jej ulubioną, z dużą ilością kiwi. Zjadła pyszne śniadanie, po czym spakowała książkę od zielarstwa, czysty zwój pergaminu i kilka podręcznych rzeczy. Schowała broń oraz różdżki i wyszła. Spojrzała na zegar i zobaczyła, że za pięć minut miał być dzwonek na lekcje. Wiedziała, że się spóźni, ale stwierdziła, że nie będzie biegła, bo fryzura może jej się popsuć, albo Vanessa zapoci sobie ubranie, więc stawiała zwyczajnie większe kroki. Dzwonek zadzwonił, gdy była już na błoniach. Przyśpieszyła jeszcze bardziej i dotarła pod drzwi szklarni numer 1. Na jej szczęście profesorka się spóźniała, więc wtopiła się w tłum klasy. Zaczęła rozmowę z Tavie, jak zaczęła mówić na koleżankę z dormitorium. Blondynce ten skrót bardzo przypadł do gustu, więc nie spierała się z Nessą.
Po chwili profesor Sprout zjawiła się koło nich i przeprosiła wszystkich za spóźnienie, które wynikało z tego, że musiała udzielić nagany walczącym uczniom. Weszli do środka, gdzie było o wiele za gorąco, jak na gust Vanessy. Profesorka zaczęła im opowiadać o słoneczniku fałszującym. Dziewczynka zaczarowała pergamin, aby sam notował jej pismem i zajęła się patrzeniem w okno.
„Słoneczniki fałszujące są dość niebezpiecznymi roślinami. Ministerstwo oznaczyło je trzema gwiazdkami, co oznacza, że są dość niebezpieczne, ale nadające się do udomowienia. Dlaczego są niebezpieczne? Ich śpiew potrafi wywołać omdlenie. Bardziej wrażliwe osoby mogą obudzić się dopiero po dwóch tygodniach…” Zobaczyła w oknie małą sowę lecącą do szklarni. Jak ona jej teraz zazdrościła! Nie musiała siedzieć w tym dusznym miejscu i słuchać gadania starej profesorki o kwiatkach, o których uczyła się w wieku trzech lat! „…Rośliny te potrafią w pewien sposób grać, pocierając o siebie liście. Grają jednak tylko wtedy, gdy ktoś przekroczy wskazaną przez ich cień odległość. Sadzi je się zawsze w lato, w lipcu, a ich cień mierzy się trzeciego sierpnia, po czym mnoży się odległość przez dwa i wychodzi nam promień koła jego terenu…” Matko, jaka nuda! „…Na teren tych roślin można wchodzić tylko wtedy, gdy one na to pozwalają, czyli wtedy, gdy płatki stają się zielone. Gdy są żółte, w nagłym wypadku można się zbliżyć na odległość połowy cienia, ale można zostać na nim tylko pół minuty. Gdy słoneczniki stają się czerwone, trzeba się trzymać, jak najdalej od nich…” Ratunku!!! „Ich fałszowanie, ponieważ dźwięk ich muzyki nie jest zbyt piękny, działa na odległość trzydziestu ośmiu i pół metra…”
W tym momencie dziewczynka się już całkowicie wyłączyła. Sprawdziła tylko pobieżnie stan swoich notatek i zaczęła rozmawiać z Mary o tym, jak szybko minęła niedziela. Nic tamtego dnia się nie działo, tylko większość czasu odrabiała prace domowe, lub przesiadywała w bibliotece i uczyła się. Nauczyciele uwzięli się na Dom Węża i zadawali mu najwięcej prac domowych. Po chwili przyłączyła się do nich Tavie. Po chwili zmieniły temat na niesprawiedliwość nauczycielki transmutacji, która w piątek pokazała, że Snape jest tysiąc razy sprawiedliwszy od niej.
Pod koniec lekcji Gryfonom zadała napisanie wypracowania na pół stopy, Ślizgonom na dwie, a samej Vanessie na pięć, ponieważ obijała się na lekcji. A jak miała się nie obijać, skoro skończyła ćwiczenie, a sama opiekunka Gryffindoru powiedziała, że ten, kto skończy może robić, co chce. Nie wspomniała, że trzeba się do niej z tym zgłosić!
Gdy nareszcie zadzwonił dzwonek, większość klasy była wykończona psychicznie. Nic dziwnego, ponieważ byli to Gyfoni. Vanessa podeszła do Camile i zaczęła z nią rozmawiać. Jakiś chłopak zaczął wrzeszczeć coś na Ślizgonkę i kazał jej odczepić się od brązowowłosej. Gray'ówna zmierzyła go oceniającym wzrokiem. Rudzielec, piegi, stara szata… Z opisu bliźniaczek wynikało, że to jakiś Weasley. Był raczej słabo zbudowany i nie wyglądał na takiego, co umie używać różdżki.
– A, co jeśli się nie odczepię? – zapytała.
Chłopiec wyciągnął różdżkę i machnął nią, wypowiadając zwyczajne Wingardium Leviosa. Ness szybko odbiła to zwyczajną tarczą i rzuciła na niego Petrficus Totalus. Ślizgoni zaczęli klaskać, a Vanessa i Camile poszły razem w stronę zamku na zaklęcia. Gdy były już na czwartym piętrze, zobaczyły dwóch siódmoklasistów znęcających się nad jakimś trzecioklasistą.
– Biegnij po kogoś – rozkazała Ślizgonka brązowowłosej, po czym zwróciła się do dwóch starszych, o dziwo Gryfonów: – Zostawcie go – powiedziała do dwóch starszych chłopców, nawet na nich nie patrząc. Tamci tylko się zaśmiali.
– Sama nie wiem – mruknęła i z błyskiem w oku wyciągnęła swój magiczny patyk i machnęła nim wyciszając korytarz i rzucając na niego Pętlę Czasu.
Odbiła Drętwotę lecącą w jej stronę i posłała w nich Petrificusa Totalusa. Zastanowiła się chwilę i zdjęła zaklęcie i oszołomiła ich za pomocą Drętwoty z innej różdżki, aby nikt się nie domyślił, że zna bardziej skomplikowane zaklęcia. Podeszła do rudzielca, który siedział i patrzył na nią z przerażeniem.
– Ufam, że nie wygadasz o tej drugiej różdżce – szepnęła mu do ucha. Machnięciem różdżki zdjęła Pętlę Czasu i zaklęcie wyciszające.
– Nnnie – wyjąkał niepewnie piegowaty, brązowooki chłopak. – Nazywam się Fred Weasley – dodał już pewniej.
– Vanessa Gray.
– Czy ty nie jesteś przypadkiem w pierwszej klasie? – zapytał ze zdziwieniem.
– Tak, a ty chyba w trzeciej – bardziej stwierdziła niż zapytała, a chłopak kiwnął głową. – Powinieneś się trochę podszkolić w zaklęciach obronnych.
– No, skoro pierwszoklasistka jest lepsza ode mnie – powiedział, czerwieniąc się – a i dziękuję.
– Nie ma za co – powiedziała i wstała, bo zobaczyła zbliżającą się Camile z Rose i Snapem.
– Co tu się stało? – spytał nauczyciel.
– Dwaj siódmoklasiści atakowali jednego trzecioklasistę – powiedziała Camile.
– Czy to prawda? – nauczyciel zwrócił się do Ness.
– Tak – odpowiedziała pewnie i szczerze.
– Zabiorę ich do McGonagall – rzekł, widząc, że tamci powoli wstają – a wy zajmijcie się Weasley'em. – Poszedł w stronę gabinetu Minerwy, zabierając ze sobą dwóch osiłków.
– Macie jakieś obrażenia? – zapytała Rose patrząc na Vanessę i Freda.
– Żadnych – odpowiedziała Ness.
– Mnie strasznie boli ręka, ten gruby mi ją wykręcił – powiedział, krzywiąc się z bólu rudzielec.
Dziewczyna dotknęła jego lewego ramienia, zamykając oczy. Po chwili otworzyła je i chyba już doskonale wiedziała, co się stało Fredowi. Natychmiast wyjęła różdżkę i rzuciła proste Episkey. Wyjęła ze swojej torby małą fiolkę z zielonym eliksirem regenerującym i podała go chłopcu. Po chwili tamten mógł już wstać. Czarnowłosa oczyściła go zaklęciem, a tamten opowiedział im o swoim ataku. Dziewczęta nie poszły na zaklęcia, a Fred na wróżbiarstwo, tylko skierowali się w stronę gabinetu McGonagall. Rose delikatnie zapukała i słysząc ostry krzyk „proszę” weszli całą gromadką.
– O, jest pan Weasley, usiądźcie – powiedziała już łagodniejszym tonem.
Opowiedzieli jej, co się wydarzyło. Profesorkę zastanawiały tylko dwie rzeczy.
– Skąd panna Gray wzięła się na zakazanym korytarzu na trzecim piętrze? – spytała Minerwa.
– Mam dość mocno wyczulony słuch i, gdy byłyśmy na drugim piętrze usłyszałam cichy krzyk bólu. Nie informując o niczym Camile, poprowadziłam ją po schodach na trzecie piętro i tam zobaczyłyśmy tę scenę – ściemniła szybko. Tak naprawdę to była o wiele szybsza droga do klasy zaklęć niż iść na drugą stronę korytarza, gdzie były schody, które nigdy nie prowadziły do tego miejsca.
– Rozumiem, ale mam jeszcze jedno pytanie. W jaki sposób pani pokonała dwóch siódmoklasistów?
– Mają mniejsze móżdżki, a ja uczyłam się zaklęć na zapas – powiedziała.
– Rozumiem, możecie już iść – rzekła profesorka. Na korytarzu dziewczynki zobaczyły profesora Snape'a, który wstawił Vanessie pięćdziesiąt punków, a Camile trzydzieści za bohaterską postawę. Rose wstawił natomiast dwadzieścia za pomoc.

sobota, 12 grudnia 2015

1000 wejść!

Mój blog ma już 1000 wyświetleń! Dziękuję każdemu, kto chociaż raz otworzył tego bloga (nawet przez pomyłkę). Nie mam rzadnej miniaturki, którą mogłabym wstawić z tej okazji, ale trudno! Niedługo moja kuzynka poprawi mi rozdziały (wcześnij zgubiłam jej maila).

Skoro mam już okazję to proszę o czytanie wiadomości na marginesie, bo one naprawdę nie są długie, a dla mnie bardzo się liczą.

Dziękuję wszystkim,
Czarna Dama.

piątek, 11 grudnia 2015

LBA 2

Zostałam nominowana do LBA przez Nicol Potter z bloga:

http://hp-krol-cieni.blogspot.com/

1. Dlaczego prowadzisz bloga?
2. Poleć kilka blogów, książek, filmów.
3. Gdybyś była w Hogwarcie to, w jakim domu?
4. Ulubione zwierze.
5. Największe, najgłupsze i najmniej realne marzenie (po jednym do każdego).
6. Co sądzisz o moim blogu?
7. Najbardziej znienawidzone przedmioty i najokropniejsi nauczyciele (przedmiot i przezwisko).
8.  Gdybyś musiała opuścić Polskę to, do jakiego kraju byś się udała?
9.  Co wolisz: las, wieś, miasto, czy autostradę? (kończą mi się pomysły!!! :()
10. Lubisz czytać?
11. Znienawidzony sport.

Odpowiedzi:

1. Sama nie wiem. Nie pamiętam, ale wiem, że nie chcę przestawać.
2. Blogi: Wszystkie, które mam w linkach.
    Książki: Cała ,,Saga o wiedźminie"(Andrzej Sapkoski), ,,Dziennik cwaniaczka" (Jeff Kinney), ,,Chowańce"(Adam Jay Epstein, Andrew Jacobson), ,,Baśniobór" (Brandon Mull), ,,Złodziej magii" (Sarah Prineas), ,,Okup drapieżców" (Emily Diamand). (Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.)
3. Liczę, że w Slytherinie.
4. Pies, tygrys, wilk (nie umiem wybrać).
5. Największe: Posiadanie psa (suczki, labradora o czarnym futrze), najgłupsze: zostać nauczycielem (z taką klasą, jak moja wylądowałabym w szpitalu dla psychicznie chorych) Najmniej realne: mieć własny świat, w którym mogę być patrycjuszką i plebejką na raz!!!
6. Jest bardzo fajny.
7. Przedmioty: polski, przyroda.
    Nauczyciele: Najgorszy ze wszystkich Grzelakozaur - przyroda.
8. Hiszpanii.
9. Las lub miasto. To zależy od mojego humoru.
10. Uwielbiam!!!
11. Siatkówka (którą moi rodzice uwielbiają).


Nominuję:
http://drugiepokoleniehpipj.blogspot.com/
http://harrypoterlove.blogspot.com/ 
http://harrypotter-prawdziwahistoria.blogspot.com 

Pytania ode mnie:
1. Dlaczego piszesz?
2. Który dom w Hogwarcie byś wybrała?
3. Najbardziej znienawidzeni piosenkarze.
4. Najulubieńsze piosenki.
5. Co sądzisz o moim blogu?
6. Wolisz Twittera, czy Facebooka?
7. Jaki jest Twój ulubiony kraj?
8. Czy jesteś zadowolona z Twojej klasy w szkole?
9. Najgorszy (Twoim zdaniem) przedmiot (uzasadnij).
10. Masz jakieś hobby? Jeśli tak to jakie?
11.Ulubiona książka, serial, film i gra komputerowa.

poniedziałek, 2 listopada 2015

LBA 1

Zostałam nominowana do LBA przez The Wiktorię z bloga http://pamietnikwiktoriigranger.blogspot.com. Dzięki!

Pytania:


1. Co cię skłoniło do pisania opowiadania z Harry'ego Potter'a?

      Do napisania go skłoniło mnie wiele rzeczy. Pierwszą rzeczą było to, że zawsze, gdy czytałam książki Rowling przerywałam w jakimś fragmencie i wymyślałam, co ja bym napisała, tak samo miałam z blogami. Drugą była chęć napisania własnej książki jednak nie umiałam wymyślić do niej własnego świata więc pisałam sobie w zeszytach, lub na komputerze zapożyczając cudzy. Szczególnie wiele napisałam o świecie Rowling, Mulla i Tolkielna. W poprzednim roku szkolnym miałam ,,fazę" na Harry'ego i zaczęłam czytać książki po kilka razy dziennie, aż znałam je prawie na pamięć. W końcu zaczęłam czytać pierwszego bloga: Harry Potter i Pentakl Wężoustych i drugą część Dypament Założycieli. Niestety w wakacje nowe rozdziały się nie pojawiały więc zaczęłam czytać inne blogi. Ostatecznie przekonała mnie autorka jakiegoś bloga z 2005, lub 2007. (Wiem długo, ale jak coś opowiadam to zawsze rozwodzę się do tej samej długości.)

2. Czy interesujesz się poza czymś oprócz pisania?

       Lubię rysować, szczególnie ołówkiem i zwierzęta. Czytam dużo blogów z Harry'ego Potter'a. Z własnych chęci uczę się hiszpańskiego (jestem w podstawówce). Idę na wojewódzki konkurs z matematyki (nie wiem, czy to się liczy, bo jestem z niej najlepsza w klasie i pani mnie wybrała), lubię zwierzęta, szczególną słabość mam do psów!

3. Ile przeczytałaś książek z serii HP?

      Przeczytałam wszystkie siedem i jak już napisałam podczas ,,fazy" zrobiłam to wielokrotnie.

4. Gdybyś miała wybór: wyjazd do Hogwartu, lub zostanie najsławniejszą czarownicą?

      Wolałabym pojechać do Hogwartu. Sława to nie wszystko! Mimo iż wiele osób tego nie zauważa zależy mi na umiejętnościach i wiedzy, ale nie na ocenach, chociaż staram się mieć jak najlepsze. Po za tym Hogwart to miejsce wręcz idealne do obijania się! Nie ma tam tak potwornego zła jak: lekcje muzyki; technika; ortografia; moja wychowawczyni; pani od przyrody i techniki; na nudnych lekcjach można spać... Marzenie!

5. Czy chciałabyś kiedyś wydać własną książkę?
  
      Bardzo chciałabym ją wydać nawet mam pomysł na dwie tylko, że nie mogę znaleźć własnego, oryginalnego świata do niej ( D: ).

6. Co cenisz najbardziej w drugim człowieku?

      W innych ludziach cenię spryt i inteligencję, nie przesadną, ale na moim poziomie (poprzeczka nie jest, AŻ TAK wysoka). Lubię, gdy nie kłamią, bo jedna z moich przyjaciółek stara się zawsze mi dorównać i pokazać siebie w lepszym świetle, chociaż ją lubię. Wolę ludzi naturalnych i z charakterem na średnim poziomie. (Często lubię się rządzić więc osoba o zbyt mocnym charakterze mogłaby mi na to nie pozwalać, a osoba z słabym byłaby wkurzająca.)

7. Czy posidasz jakieś zwierze domowe?

      Chwilowo nie, ale marzę o psie.

8. Obchodzisz Halloween?

      Nie!

9. Jakie kolory wolisz ciemne, czy jasne?

      Moim ulubionym kolorem jest morski, który zalicza się do jasnych i seledynowy, ale lubię więcej kolorów ciemnych, np. indygo (granatowy), fiolet, szmaragdowy, ciemny różowy, czarny, itp.

10. Co sądzisz o moim blogu?

      Twój blog Wiktorio jest bardzo interesujący i to jeden z moich ulubionych, bo niefajnych nie dodaje do linków.


Nominuję:

  1. Charlotte9

  2. Rogata

  3. Łapa

  4. Rogacz 

     

      Pytania:


    1. Jaka jest Twoja ulubiona postać w serii Harry Potter?
    2. Opisz siebie w paru słowach (np. Ja - złośliwa, męcząca, wierna przyjaciółkom, zabawna, itp.)

    3. Masz rodzeństwo?

    4. Jakie jest Twoje ulubione święto?

    5. Dlaczego zdecydowałaś się pisać blog o HP?

    6. Jakie są Twoje ulubione przedmioty szkolne?

    7. Kiedy wolałabyś pojechać do Hogwartu (za czasów Toma Riddla, Lilly Evans i Jamesa Pottera, Harry'ego, Albusa Pottera)?

    8. Czy podoba Ci się mój blog?

    9. Jakie jest Twoje wymarzone imię?

    10. Twoja najgorsza wada? 

      Inni też mogą odpowiadać w komentarzach, a i Wiktoria, na przyszłość pamiętaj na to, aby zezwolić kopiować takie pytania!

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 4

Uff... Zdążyłam z rozdziałem przed wyjazdem. Cały dzień pisałam to i pisałam, i pisałam, aż wreszcie udało mi się stworzyć ten dość krótki rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba, bo strasznie się namęczyłam, żebyście go dostali.

Dedykuję: The Wiktorii.

Zbetowała: Aranel

Rozdział 4

Spółka Dziedziców.

Vanessa obudziła się o szóstej rano. Był poniedziałek. Spojrzała na plan i zobaczyła, że zaczyna dzisiaj transmutacją, potem dwie godziny zaklęć i dwie eliksirów. Eliksiry były wieczorem, więc spakowała tylko książki do dwóch pierwszych przedmiotów. Z pomocą chochlików założyła jedwabną szatę, uczesała się w wysoki kok* i nałożyła diadem, który dostała od Tiary Przydziału. Nie rozstawała się z nim, tak samo jak z medalionem i innymi rzeczami. Wzięła broń, pochowała ją i włożyła sobie w różne miejsca dwie różdżki (na wszelki wypadek), a jedną schowała do specjalnej pochwy i przyczepiła ją zaklęciem do paska, a raczej wstążki, którą obwiązała wokół talii. Przejrzała się w lustrze. Nie! To nie to. Nie pasuje do szkoły. Rozpuściła włosy, diadem schowała do plecaka. Torby do szkoły wyglądały beznadziejnie i wykrzywiały plecy. Zdjęła większość biżuterii, pomalowała się różowym błyszczykiem i oceniła swój wygląd. Po namyśle stwierdziła, że ta szata jest beznadziejna i założyła mugolski strój. Jeansy, białą bluzkę z naturalnego jedwabiu i conversy. Na to czarna bluza z białym tygrysem na plecach. Do tego ten tygrys się ruszał, jakby ryczał. Vanessa wiedziała, że nie zostanie ukarana, jeśli przed każdą lekcją, nałoży na to iluzję szaty. Kazała Viperze owinąć się wokół jej ręki i poszła na śniadanie. Tym razem była o wiele później. Była już siódma trzydzieści. Zjadła spokojnie śniadanie i podeszła pod salę. Uczniowie cały czas patrzyli się na jej strój ze zdziwieniem. Gdy zabrzmiał dzwonek, szybko zmieniła strój i razem z innymi uczniami weszła do klasy transmutacji. Mieli zmieniać zapałki w igły. Tylko pięciu osobom udało się to do końca lekcji. Dziedziczkom założycieli (oprócz Camile) i Hermionie. Za pierwszym razem zrobiły to tylko Vanessa i Asia, które dostały po dwadzieścia punktów dla domu, a reszta tych, którym się udało, po dziesięć. Gdy wychodziły  sali, do Vanessy podbiegła Hermiona. Chciała oddać szatę, którą jej dała Ślizgonka, jednak ta jej nie przyjęła. Rozmawiały sobie aż do zaklęć. Tam ćwiczyli ruch ręki do zaklęcia Wingardium Leviosa – zaklęcia lewitacji. Profesor Flitwick (czy jak tam to się pisze) kazał im to ćwiczyć, ale Vanessa go olała. Umiała ten ruch od sześciu lat. Katrina zadbała, aby służące ją wszystkiego nauczyły. W magii miała jednak zawsze problemy z teorią. Im więcej któś napchał jej do głowy Vanessy, tym mniej ta mogła się skupić i wykonywać dane ćwiczenie. Najgorsza była transmutacja. Poszła na błonia i tam, siedząc na trawie, uczyła się zaklęć czarnomagicznych. Później poszła na eliksiry. Na lekcji Vanessa siedziała w ławce sama i sama uczyła się eliksirów z książki, którą kupiła z Katriną na Nokturnie. Najciekawszy na lekcji, był szlaban dla Pottera i Rose oraz odjęcie Gryffindorwi dwóch punktów.
  Vanessa wróciła do dormitorium. Przy tablicy ogłoszeń panował tłok. Przepchnęła się i przeczytała to ciekawe ogłoszenie.


Uwaga!
Uczniowie w przedziale od drugiej do siódmej klasy i Vanessa Gray, mogą zgłosić się do drużyny quidicha. Warunek: UMIESZ LATAĆ NA MIOTLE!!! Nabory w niedzielę za dwa tygodnie (17.09) o dwunastej trzydzieści na boisku quidicha.


Kapitan drużyny Ślizgonów
Sebastian Malfoy.
  Gdy dziewczyna przeczytała podpis odeszła, rozmyślając. Przecież Draco jest jedynakiem! Może to zbieżność nazwisk. Teraz miała na głowie ważniejsze sprawy, musiał się przygotować. Wzięła swoją miotłę i poszła na boisko polatać. Było już ciemno, ale Vanessa wszystko widziała. Około dwudziestej drugiej, czyli pół godziny przed ciszą nocną, rzuciła na siebie zaklęcie kameleona i postanowiła pochodzić po zamku. Zaczęła od ósmego, najwyższego piętra. Na długiej pustej ścianie zauważyła płaskorzeźbę w kształcie węża. Dotknęła go, a oczy mu zaświeciły. Bez zastanowienia powiedziała słowo „otwórz się” w języku węży. Ten zaczął się wić i skręcać, do czasu, aż przemienił się w klamkę. Vanessa niepewnie chwyciła ją i otworzyła drzwi. Ukazała się jej wielka sala z godłami założycieli i Merlina. Dziewczynka pomyślała, że reszcie ciężko było tu wejść i wtedy na stole pojawiła się wielka księga. Jej kartki zaczęły się przewracać i otworzyły się na jakimś rozdziale. Zaczęła czytać.
(...) Pokój założycieli ma cztery wejścia. Przez płaskorzeźby ze zwierzętami. Aby przedostać się przez tę z wężem, trzeba powiedzieć hasło w języku węży, aby przez jednorożca – w języku elfów, przez gryfa – w ich języku. Aby przedostać się przez drzwi z centaurem, trzeba zarysować bronią Godryka kolumnę obok. Wystarczy mała ryska, prawie niewidoczna. Hasłem jest zwyczajny rozkaz „otwórz się”. (...)
  Księga zniknęła, aby pojawić się na półce. Teraz dopiero Vanessa zobaczyła resztę pokoju. Ściany były kremowe, a podłoga mahoniowa. Stół, krzesła i inne meble również były z tego drewna. Krzeseł ustawionych wokół stołu było kilkanaście, w tym pięć z poduszkami. Na dziesięciu ogromnych regałach było mnóstwo książek. Było tu też mnóstwo drzwi wszystkie sprawdziła dokąd prowadzą. Pierwsze do łazienki, drugie do sali ćwiczeń, trzecie do garderoby, czwarte do kuchni, piąte do sypialni, szóste do pracowni eliksirów, siódme do cieplarni, ósme do stajni, a dziewiąte w dziwny sposób przeniosło ją pod zamek i z powrotem, dziesiąte w ten sam sposób na wieżę astronomiczną, jedenaste do zbrojowni i magazynu różdżek, dwunaste do ambulatorium, trzynaste do graciarni, a ostatnie czternaste do dużej sali imprez. Wyczarowała tabliczki z nazwami pokojów i powiesiła je na drzwiach. Rzuciła na to miejsce Pętlę Czasu i zajęła się książkami. Gdy była już zmęczona, wyszła pamiętając o nałożeniu na siedzibę zaklęcia. Gdy dotarła do swojego łóżka, zaklęciem wykonała wszystkie wieczorne czynności i zasnęła.
  Przez kolejny tydzień nic nie mówiła znajomym o tym pokoju. Uczyła się tam i odrabiała pracę domową. Odkryła, że jeśli pomyśli jakieś pytanie, to na stole zawsze pojawi się odpowiednia książka, otwarta na odpowiedniej stronie. Korzystając z tego, o wiele łatwiej było jej odrabiać lekcje i uczyć się. Czasami książek było kilka, ale czytała je z przyjemnością. Niestety sielanka nie trwała długo. Przyszedł weekend, a wraz z nim szlaban. W sobotę o siedemnastej zjawiła się pod gabinetem profesora Snape'a, który kazał im (wszystkim dziedzicom) posprzątać w jego gabinecie. Panował tam straszny bałagan. Nauczyciel zostawił ich samych i udał się do pokoju nauczycielskiego.
– Czekajcie! – krzyknęła Vanessa, gdy koledzy zabierali się do sprzątania. Ci spojrzeli na nią pytająco. – Przecież możemy użyć magii.
– Snape zabrał nam różdżki – stwierdziła Rose patrząc na Vanessę z politowaniem i zabrała się do sprzątania. Vanessa z ironicznym uśmieszkiem wyciągnęła zapasową różdżkę z buta i zaklęciem posprzątała w gabinecie. Opatrzyła eliksiry i składniki w naklejki i poukładała je zgodnie z kolejnością wrzucania do kociołka (najpierw mocne rzeczy, potem słabe, na końcu najważniejsze składniki, np. łzy feniksa, sierść jednorożca, itp.) i kolejnością podawania eliksirów. Papier posegregowała tematycznie, naprawiła najróżniejsze usterki w gabinecie i po trzech minutach gabinet był w idealnym stanie.
– Ale, ale, ale jak... – jąkała się Rose.
– Zawsze noś zapasową różdżkę – mruknęła Van. Rozmawiali sobie długo. Vanessa znielubiła Rose, ale nie tak jak Malfoya. Dziewczyna pokrótce opowiedziała im o komnacie. Gdy skończyła, do komnaty wszedł Snape. Nie wydawał się zadowolony, że już skończyli, ale oddał im różdżki. Tamci szybko pobiegli na górę i weszli do komnaty. Okazało się, że Harry znał język węży. Reszta znała po jednym języku odpowiadającym  do jednego z drzwi, a Camile nosiła przy sobie sztylet. Wszyscy wydawali się być zachwyceni pokojem.
– Musimy jakoś nazwać to miejsce – stwierdziła Rose, a reszta się zgodziła.
– Ja mam pomysł, może Kwatera Spółki Dziedziców, bo każde z nas jest dziedzicem wielkiego czarodzieja. – Dziedzice się zgodzili.
– Co będziemy tu robić? – zapytał Harry.
– Możemy trenować. Każde z nas ma na pewno jakieś umiejętności, może przecież nauczyć resztę – zaproponowała Camile. – Ja mogę uczyć walki na miecze i resztę broni białej.
– Ja znam się na uzdrawianiu i zielarstwie – powiedziała Rose.
– Ja jestem dobra z wiedzy teoretycznej -powiedziała niepewnie Asia.
– Fajnie, bo ja z praktycznej, czarnej magii i eliksirów – Vanessa uśmiechnęła się pocieszająco do koleżanki.
– A ty, Harry – zapytała Rose.
– Nie wiem – mruknął spuszczając wzrok. On nie znał się na zbyt wielu rzeczach. Nie takich. Rose najwyraźniej dostrzegła w jego oczach niepewność.
– Zastanowisz się.
– Witamy w Spółce Dziedziców! – krzyknęła Camile i podała każdemu rękę jakby była jakimś prezesem tego małego stowarzyszenia.
____________________________________________________

* Taki jak u Elzy z Krainy Lodu. Obrazek macie tutaj.

niedziela, 18 października 2015

Rozdział 3

Notka strasznie krótka, nudna i słaba, ale lepiej krótkie notki często, niż długie rzadko i trochę mało weny, ale kolejna będzie lepsza (przynajmniej taką mam nadzieję). Obiecuję, że przed siódmą notką podniosę trochę poziom swojego pisania.

Notkę dedykuję:
- The Wiktoria - za to, że jako pierwsza skomentowała mojego bloga.
_____________________________________________________________________________________

Rozdział 3 Do dyrektora.


Vanessa obudziła się o szóstej rano. Z pomocą chochlików wykonała wszystkie poranne czynności i już o szóstej trzydzieści zeszła na śniadanie. W Wielkiej Sali było tylko kilkanaście osób. Dzieci, które miały dziwne wydarzenia przy przydziale, profesor Snape, którego znała (był śmierciożercą), dyrektor, profesor McGongall, trzech Krukonów, dziewczyna z jej dormitorium, która, jak się okazało, nazywała się Sophie, dwóch Gryfonów i jeden Puchon. Bez słowa zajęła swoje miejsce. Gdy skończyła śniadanie, do Sali przybyło więcej uczniów, już miała odejść od stołu, gdy podszedł do niej profesor Snape i dał jej plan lekcji. Rzuciła na kawałek pergaminu krótkie, oceniające spojrzenie. Nie było źle! Wróciła spokojnie do dormitorium. Dzisiaj była sobota, więc miała mnóstwo czasu. Wyjęła mały notes i zajęła się rysowaniem Viperii. Obrazek, przedstawiający młodą kobrę, wyglądał jak żywy.  Szczególnie oczy. Dziewczynka zawołała chochliki poprosiła o jedzenie dla węża. Po chwili ten jadł już zabitą przez siebie świnkę morską.
Vanessa postanowiła się przejść. Miała niestety pecha. Jakiś chłopak się potknął i wyglądało to tak, jakby ona podstawiła mu nogę. I jeszcze gorzej, bo akurat szła profesor McGonagall i dała jej szlaban u Filcha w kolejną sobotę o siedemnastej. Jakaś dziewczyna, którą okazała się Joanne White, broniła ją, a McGonagall dała jej szlaban z Vanessą za kłamstwo. Vanessa podeszła do dziewczyny.

– Dzięki – rzekła.
            – Proszę, przecież razem z koleżankami widziałyśmy, co się stało. One jednak nie chciały ci pomóc, bo jesteś ze Slytherinu– stwierdziła smutno.– Teraz się na mnie obraziły.
– Przykro mi– rzekła Vanessa.
– Nic się nie stało– odparła. Po chwili jednak się uśmiechnęła i odezwała się ponownie– jestem Joanne White.
– Vanessa, ale mów mi Vani, bo moje imię jest zbyt długie– wyciągnęła rękę, a ta ją chwyciła. Gadały sobie o wielu rzeczach. Okazało się, że Joanne bardzo dobrze się uczy, ale z zielarstwa jest beznadziejna. Rozmawiały dość długo, aż do obiadu. Tam każda udała się do swojego stołu.
Gdy Van zjadła, podeszła do niej Miona. Kazała Vanessie przywrócić swój dawny wygląd, bo „faceci dziwnie się na mnie gapią”, jak stwierdziła. Wyjęła różdżkę, a nauczyciele bojący się, że to bójka chcieli podbiec, ale Miona już miała swój pierwotny wgląd, ale zęby wciąż były idealnie proste. Vanessa, nie chcąc zdradzać swych umiejętności, podała dziewczynie lusterko, a ta zadowolona odeszła z nim do swojego stołu. Spojrzenia chłopaków z tego domu natychmiast skierowały się na Camile. Ta zignorowała je i wróciła do rozmowy z jakimś chłopakiem, który najwyraźniej traktował ją jak zwykłą przyjaciółkę. Nie jak dziewczynę, za którą chłopcy z klasy trzeciej wzniż wodzili wzrokiem.
Vanessa w tym czasie poszła do swojego pokoju i tam zajęła się nauką czarnej magii. Zaczęło ją to interesować. Nałożyła na pokój zaklęcie Pętli Czasu i wyczarowała manekin. Ćwiczyła na nim mnóstwo zaklęć, gdy jej się znudziło, posprzątała i zdjęła zaklęcie. Zmyła też z siebie pot i wnętrzności manekina, który dostał wieloma czarami w tym sektumsemprą. Przebrała się i wyszła. W dormitorium Slytherinu było nudno, więc skierowała się na błonia. Tam zobaczyła trytona. Znała ich język, ze względu na mieszkające w jej ogrodzie w niedużym jeziorku dwie przedstawicielki tej rasy. Zaczęła rozmowę ze starym stworem, jednak ten szybko odpłynął więc musiała wrócić do zamku, bo za chwile miała spotkanie z dyrektorem. Podeszła do kamiennej chimery i wypowiedziała hasło. Wspięła się po schodach, zapukała i nie czekając na zaproszenie, powlekła się do środka. Reszta, wraz z opiekunami domów, już tam była.
Biurko dyrektora, było całe zawalone jakimiś gratami. Obok niego stało też dziewięć zwykłych krzeseł, na których siedzieli uczniowie i opiekunowie domów, a na przeciwko nich stał duży wygodny fotel dyrektora. Vanessa usiadła po między Krukonką a Puchonką. Teraz mogła się wszystkim dokładniej przyjrzeć. Potter miał kruczoczarne, rozczochrane włosy, szmaragdowe oczy i ładne rysy twarzy oraz okrągłe okulary. Rosa i Joanne miały piegi, a Camile miała idealną figurę. Widać było, że trenowała pływanie i inne  mugolskie sporty. Szlama, ale co z tego. Przecież szlamy to też ludzie.
– Dzieci – zaczął dyrektor.
Vanessa spojrzała na niego tak zimno jak zwykł to robić jej ojciec. Ten jednak kontynuował.
– Chciałbym wyjaśnić z wami wydarzenie z Ceremonii Przydziału. Czy któreś z was wie, co się stało? – „Dzieci” milczały.
– Może panna Gray coś wie – bardziej stwierdził niż zapytał opiekun Slytherinu, za co został obdarzony „milusim” spojrzeniem. Jednak on był śmierciożercą, więc musiała mu zaufać.
– Nie jestem pewna, ale coś podobnego zdarzyło się około stu lat temu, gdy Chefsiba Smich została przydzielona do domu. Była ona dziedziczką Helgi Hufflepuff i zdarzyło jej się to samo, co Rose.
– Więc wiemy coś o pierwszych czterech– powiedział Drops, reszta patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami.– A co z Harrym?
– Podejrzewam, że jest on dziedzicem Merlina– powiedziała Van na skinięcie głowy Snape'a. Ten wybałszył oczy.
– Sprawa jest już chyba wyjaśniona, ale skąd ty to wszystko wiesz? – zapytał dyrektor.
– Z książek.
– A jakich?– dalej drążył temat Drops. Vanessa spojrzała na Snape'a. On też wydawał się lekko przestraszony, ale nie dawał tego po sobie poznać.
– Proszę pana, ona i tak nic nie powie, więc po co ją męczyć?– zapytała Camile.
– Panno Standarto, szlaban za bezczelność– powiedział Snape. – A wy możecie już iść.
– Panna Gray zostaje– powiedział Dropsio.– Chciałbym wiedzieć, co stało się dzisiaj rano na śniadaniu.
– Wczoraj w pociągu, „lekko” podrasowałam wygląd Hermiony, ale tylko na Cermonię Przydziału. Niech pan jej nie mówi, ale zostawiłam jej prostsze i bielsze zęby niż miała wcześniej. – Po chwili dyrektor pozwolił jej iść. Weszła do dormitorium i zajęła się rozmową z koleżankami. Zaprzyjaźniła się z bliźniaczkami i opowiedziała im o rozmowie z Trzmielem*. Później, gdy wszystkie wyszły, rzuciła Pętlę Czasu i zaczęła ćwiczyć. Posprzątała pokój, umyła się, naszykowała się do snu i już o dwudziestej pierwszej położyła się. Kolejny dzień zleciał jej na rozmowach z bliźniaczkami i Joanne. Zdążyła już pokłócić się z Pansy i Sophie oraz poznać trochę Camile.
******************************************************************************
        Dyrektor tymczasem rozmyślał. Skąd ta dziewczyna wiedziała o Chefsibii? Jakie ona książki czytała? Dlaczego nie chciała powiedzieć? I dlaczego patrzyła się na Severusa? Raczej ona mi nic nie powie, ale może on będzie wiedział. Pogłaskał po głowie swojego feniksa, Fawkesa i zajął się sprawą Harry'ego. Wiedział, że jego matka chodziła do Beauxbotons, we Francji,** ale przecież ona pochodziła z  mugolskiej rodziny. Musi się jeszcze nad tym zastanowić.
______________________________________________________________________
* Dla tych, co nie wiedzą: nazwisko dyrektora oznacza „Trzmiel”. Było w dopiskach od tłumacza.
** Wiem, że chodziła do Hogwartu, ale chyba można coś zmienić?